Pomoc w depresji. Nigdy więcej nie mów do mnie: „Weź się w garść!”

Pomoc w depresji. Nigdy więcej nie mów do mnie: „Weź się w garść!”

Człowiek składa się z wielu organów, wielu „części”. Gdy złamiesz nogę, chorują Twoje kości. Gdy masz arytmię, choruje Twoje serce. Gdy masz zgagę, choruje Twój żołądek. Gdy masz depresję, choruje Twoja głowa. W tym przypadku choroba głowy ściśle wiąże się z chorobą duszy, najbardziej niewidzialnej „części” człowieka. Tam spoczywa geneza depresji, ale dzisiejszy artykuł nie jest o tym. Dziś chciałabym spojrzeć na człowieka chorego na depresję oczami ludzi z jego otoczenia. Oczami ludzi zdrowych, którzy nigdy na depresję nie chorowali. Nie rozumieją zatem mechanizmów, jakie rządzą tą chorobą i zamiast oferować chorym pomoc w depresji, serwują im poczucie winy i krzywdzące słowa: „Weź się w garść!”.

Depresja to prawdziwa choroba.

Życie człowieka chorego na jakąkolwiek chorobę, ulega zmianie w stosunku do jego życia sprzed choroby. Chory na serce musi zwolnić i zacząć żyć spokojniej. Ten ze złamaną nogą zostaje uziemiony w domu, nie mogąc swobodnie się poruszać. Chory na żołądek musi zmienić swoją dietę i przestaje objadać się w fast-foodach. Każda zmiana, bardziej lub mniej poważna, jest konieczna, aby wrócić do zdrowia. I to dla wszystkich wydaje się jak najbardziej zrozumiałe.

Tylko od osób chorych na depresję wymaga się, aby natychmiast przestali chorować. Aby przestali się wygłupiać i po prostu wzięli się w garść. Wyszli do ludzi. Poszli do fryzjera. Zrobili zakupy. Wymaga się od nich niemożliwego. To tak, jakby choremu ze złamaną nogą powiedzieć, że jutro bierze udział w maratonie. A przecież nikt o zdrowych zmysłach tego wymagać nie będzie.

Zatem zrozumienie i ofiarowana pomoc w depresji jest dla chorej osoby kluczowa. Bo depresja to prawdziwa choroba. Nie wymyślona przez chorego. Prawdziwa. Taka, która potrzebuje leczenia, terapii, lekarstw, lekarza i przede wszystkim czasu na wyzdrowienie.

„Weź się w garść!” Co to właściwie oznacza?

Słowa: „Weź się w garść!” to najbardziej krzywdząca i bolesna formuła, jaką można zafundować osobie chorej na depresję. Spotkałam się z tym niejednokrotnie. I, o ile różnym swoim znajomym dawno to wybaczyłam, bo po prostu nie wiedzieli, co czynią, o tyle lekarzom różnych profesji wybaczyć tego nie mogę. Oczywiście nigdy takich słów nie użyje psychiatra, bo on wie, czym jest ta choroba. Jednak kilka razy zdarzyło się, że inny lekarz dał mi do zrozumienia, albo wprost to powiedział, że najlepiej będzie, jak przestanę się nad sobą użalać, wezmę się w garść i zacznę normalnie żyć. Bo przecież życie mam wspaniałe, więc dlaczego choruję? Idąc do lekarza, miałam nadzieję na pomoc w depresji, a co otrzymałam? Pogłębiające się zwątpienie w to, czy kiedykolwiek wyzdrowieję. Oczywiście niejednokrotnie spotkałam także bardzo wyrozumiałych i delikatnych lekarzy, ale, jako osoba chora na depresję byłam bardzo wyczulona na negatywne komunikaty. Wystarczył więc jeden lekarz, który uważał, że mam się wziąć w garść i już miałam podcięte skrzydła i zero ochoty do walki o zdrowie.

Nie wiem, dlaczego zachorowałam na depresję i nikt z chorych nie wie, dlaczego choruje. Ten bardzo krzywdzący motyw, by wziąć się w garść jest niesamowicie szkodliwy. Wywołuje w osobie chorej szereg wyrzutów sumienia, pogłębia jej cierpienie i sprawia, że czuje ona, że nigdy, ale to nigdy, nie zostanie zrozumiana przez otoczenie. A w tej chorobie zrozumienie jest kluczem do zdrowia. Chory oczekuje zrozumienia od bliskich i lekarzy. Dla niego słowa: „Weź się w garść!” nic nie znaczą, bo on nie potrafi sam podźwignąć się z choroby. I znów wrócę do przykładu innych chorób. Czy od osoby chorej na anginę będziemy wymagać, żeby siłą woli się uzdrowiła, czy raczej poradzimy jej zażywanie antybiotyku i pozostanie w domu do czasu ustąpienia objawów? Dlaczego więc osobie z depresją radzimy, aby dokonała jakiegoś wewnętrznego, cudownego samouzdrowienia?

Dlaczego osoby zdrowe nie rozumieją osób chorych na depresję?

Depresja to stosunkowo nowa choroba. Gdy ja zachorowałam na nią pierwszy raz na początku lat 90-tych, zostałam skierowana najpierw do neurologa. Gdy w końcu lekarz internista poradził mi, żebym poszła do psychiatry, minęło kilka następnych lat. W tym czasie moja depresja się pogłębiała, choć ja próbowałam żyć normalnie, czego efektem było zamknięcie się w sobie i rozwinięcie mnóstwa objawów somatycznych. Już nie tylko dusza krzyczała o pomoc, ale ciało również. Leczenie chorego na depresję lekami neurologicznymi nie przyniesie oczekiwanych rezultatów. Może wtedy jeszcze tego nie wiedziano.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Dużo się mówi o depresji, choć ja uważam, że to wciąż kropla w morzu potrzeb. Żeby odczarować depresję i zrozumieć, że jest to prawdziwa choroba, a nie przypadkowy spadek nastroju, potrzeba jeszcze dużo czasu. Jest naprawdę wiele do zrobienia. W społeczeństwie wciąż panuje taki pogląd, że depresja to nie jest prawdziwa choroba. Bo jeśli masz przysłowiowe „wszystko”, czyli rodzinę, dom i pracę, to dlaczego się boisz i czym się martwisz? Dlaczego nie masz ochoty wstać z łóżka i żyć pełnią życia? Dlaczego najprostsze czynności sprawiają Ci trudność?

Mam wrażenie, że ludzie niepotrzebnie rozkładają wszystkie symptomy depresji na czynniki pierwsze. I znów powrócę do przykładu innych chorób. Czy jak zachorujesz na grypę, to badasz dokładnie wszystkie elementy wirusa, oglądasz go pod mikroskopem i wnioskujesz: o tak ten wirus to niesamowicie się mutuje, dlatego mi tak zaszkodził. A tamten to nie byłby szkodliwy, gdybym mieszkał w innym rejonie świata… Nie. Nie robisz tego. Bierzesz aspirynę i rutinoscorbin, kładziesz się do łóżka i czekasz, aż przejdzie. Poddajesz się leczeniu.

Z depresją jest inaczej. Ludzie, którzy nie chorowali i nie rozumieją tej choroby, najlepiej wiedzą, jak można wyzdrowieć. Wystarczy … wziąć się w garść. Wynika to z kompletnego niezrozumienia faktu, że depresja jest chorobą taką, jak inne. Ma swoje przyczyny i objawy. Ma też dedykowane leczenie, w dzisiejszych czasach bardzo skuteczne.

Jeśli więc jesteś osobą, która wie lepiej, czym jest depresja i być może zdarzyło Ci się skrzywdzić takim myśleniem kogoś chorego, to zastanów się, czy lepiej jest pomagać, czy szkodzić? Jeśli nie potrafisz pomóc i wspierać w chorobie, to przynajmniej pozostań w postawie neutralnej.

I proszę Cię, nigdy, przenigdy nie mów do osoby chorej na depresję: „Weź się w garść!”. Krzywdzisz tym zdaniem bardziej, niż obojętnością.

Dodaj komentarz